czwartek, 1 maja 2014

Come and save me cause I can't save myself anymore.

Aloha, narodzie! Dawno mnie tu nie było i przepraszam za to. Jest kilka osób, które tu jednak zaglądają i głupio mi, że je zaniedbałam. I to nawet nie było spowodowane lenistwem czy brakiem weny. Po prostu dopadła mnie jakaś niemoc. Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć. Zabrałam się do kończenia tego rozdziału w piątek, ale wiadomość o śmierci Tito była dla mnie takim ciosem, że nie miałam siły by cokolwiek robić. Teraz mam wolne (znowu) i nareszcie to zakończyłam. Zdaje sobie sprawę, że nie jest to wybitny rozdział, a ja nie jestem dobra w pisaniu, ale staram się pisać coraz dłuższe rozdziały i na razie mi się udaje. Chociaż z tego mogę być dumna. 

Enjoy!


 Gdy obudził się nie w swoim pokoju, wcale nie był zdziwionym. Pamiętał jak i dlaczego się tutaj znalazł i nie potrzebował bardziej tego analizować. Gorsze rzeczy siedziały teraz w jego głowie. Karl miał wrażenie, że cały świat był przeciwko niemu, a wczorajszy dzień był jego gwoździem do trumny. Nie miał siły by żyć, nie widział sensu dalszej egzystencji. Chociaż nie do końca doszło do niego to, czego wczoraj się dowiedział, to zdawał sobie sprawę, że traci Melody. Znowu ją traci, ale tym razem nie ma szans by ją odzyskać. Nie chciał z nikim o tym rozmawiać, musiał najpierw sam się z tym pogodzić, dopuścić do siebie myśl, że niedługo wszystko straci dla niego sens.
Skoczek czuł się trochę winny. Wiedział, że Clary potrzebuje pomocy, a aktualnie to ona znowu pomagała jemu. Nie pytała o nic, po prostu pomogła. Zupełnie bezinteresownie. Gdzie byłby teraz gdyby nie ona? Umierałby pewnie z pragnienia w jakimś przydrożnym rowie. Był dziewczynie bardzo wdzięczny i nie wiedział jak mógłby jej podziękować. Chociaż znali się bardzo krótko, to chyba mógł już nazwać ją swoją przyjaciółką. Przecież tylko przyjaciele robią takie rzeczy, jakie ona robiła dla niego. A on? Nie zrobił jeszcze dla niej nic.
Chciał z nią porozmawiać, teraz, gdy się z tym wszystkim przespał, był już gotowy opowiedzieć jej o tym, co się wczoraj stało. Niestety okazało się, że Clary nie ma w pokoju.

Wellinger od wczorajszego poranka nie widział Karla i szczerze się o niego niepokoił. Chociaż Melody zapewniała go, że wszystko w porządku, to on wiedział, że nie jest z nim szczera. Dlatego z samego rana wyruszył na poszukiwanie kolegi z kadry. Przeczesywał hotel i jego okolice, ale nigdzie nie było śladu Geigera. Jego telefon również nie odpowiadał. Słońce już od samego rana było nie do zniesienia, dlatego poranek na świeżym powietrzu był dla niego bardzo męczący. Od razu po powrocie do hotelu udało się do baru, by napić się czegoś zimnego.
Opierał się o długi blat, za którym stał barman, kiedy podeszła do niego Clary.
-Nie zgubiliście kogoś?-zapytała z sarkazmem.
-Karl! Wiesz gdzie on jest?-odpowiedział pytaniem na pytanie, chociaż doskonale znał odpowiedź.
-Wiem. I niestety, nie pozdrawia was. Bardzo mi przykro.-powiedziała z udawanym smutkiem.
-To nie jest śmieszne. Nie widziałem go od wczorajszego śniadania. Był z tobą?
Clary przekrzywiła głowę i uniosła brwi.
-Można tak powiedzieć…
-Całą noc?
-To też jest właściwie prawdą.
Wellinger wyraźnie się uspokoił, bo wyglądało na to, że Karlowi nic nie było, a on nie oberwie od trenera za to, że go nie pilnował. Tak, Andreas był młodszy, ale wszyscy w kadrze wiedzieli, że to on mocniej stąpa po ziemi i często musi ściągać na nią starszego kolegę. Kiedy upewnił się, że Geiger żyje i ma się raczej dobrze, od razu wróciła mu ochota na dogryzanie Clary.
-Czy ja o czymś nie wiem?-zapytał z głupkowatym uśmieszkiem.
-Tak. Muszę ci coś wyznać.-powiedziała dziewczyna z wielką powagą w głosie.-Jesteś głupi!
Zaraz potem usłyszała głos, który całkowicie zepsuł jej nastrój.
-Clary! Clary! Tu jesteś.-jakaś szczupła blondynka podeszła do nich i z wielką radością uściskała Clary, która nie była z tego powodu tak szczęśliwa jak ona.
-A ty jesteś tym chłopakiem!-zwróciła się do Welingera.
-Chyba tak. Andreas Wellinger.-skoczek grzecznie się przedstawił.
-Tak, tak, wiem! Mąż opowiadał mi, że nasza mała Clary ma kolegę.-dziwnie się uśmiechnęła, a Clary tylko wywróciła oczami. Tak bardzo nienawidziła tej kobiety i jej sztucznej uprzejmości.-Ale nie wspomniał, że jest on aż tak przystojny. Naprawdę cieszę się, że mogłam sama się o tym przekonać.
-To ja się cieszę, że mogę panią poznać. Teraz już wiem, po kim odziedziczyła urodę.-powiedział najmilej jak potrafił Andreas i splótł swoją dłoń z dłonią Clary, która musiała się powstrzymywać przed ucieczką.- Wygląda pani jak jej siostra! Nigdy nie powiedziałbym, że jest pani jej mamą.
-To nie jest jej mama!-z za panią Solberg wychylił się jakiś mały chłopiec. Na oko miał może siedem lat, ale miał bardzo inteligentny wyraz twarzy. Był wysoki jak na takiego dzieciaka, miał blond włosy, które sięgały mu niemal do ramion i zielone oczy.-Ona nie ma mamy!-powiedział i spojrzał z zaciekawieniem na Wellingera.
-Vegard, nie gadaj głupot! Idź się pobawić.-kobieta była wyraźnie skrępowana i próbowała pozbyć się syna
-Ale przecież to nie są głupoty, mamo! Wiesz-zwrócił się do skoczka-bo jej mama nie żyje. A my się nią teraz opiekujemy.-uśmiechnął się-Co my z nią mamy…-westchnął głośno jak jakiś stary, doświadczony przez życie człowiek. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale matka zatkała mu usta dłonią.
-Clary, przepraszam…-chciała przeprosić ją za zachowanie syna, ale ta nie chciała tego słuchać. Wyrwała swoją dłoń z dłoni chłopaka i wybiegła z baru.
Skoczek, niewiele myśląc, rzucił się w pogoń za nią. Był pewien, że ją dogoni, jednak tak się nie stało. Przystanął na chwile i myślał, gdzie mogła uciec, czy było miejsce tu, w którym można, chociaż na chwilę oderwać się od tego świata. Już po chwili wiedział, gdzie jest Clary.

Nie mylił się. Znalazł ją tam, gdzie tak naprawdę pierwszy raz z nią rozmawiał. Opierała się o metalową barierkę, która dzieliła ją od przepaści i spoglądała w dół. Zaczął powoli iść w jej stronę. Musiała być naprawdę głęboko pogrążona w swoich myślach, bo nie zorientowała się, kiedy stanął tuż za nią i otoczył ją ramionami.
-Chyba nie zamierzałaś skakać?-powiedział łagodnym i opanowanym głosem, starając się brzmieć przyjaźnie.
Nie zareagowała.
-Przecież to byłoby strasznie głupie i nieodpowiedzialne. Jesteś młoda, masz całe życie przed sobą.-wziął głęboki oddech i prowadził dalej swój monolog, bo ona jakby w ogóle nie zauważała jego obecności.-A co z osobami, którym na tobie zależy? Co z nimi?
Clary nagle oprzytomniała. Odwróciła się do niego i już kolejny raz stała z nim twarzą w twarz. Jednak tym razem nikomu nie było do śmiechu.
-To akurat nie jest żaden problem. Nikomu na mnie nie zależy, nikt nie będzie tęsknił.
-Ale przecież…
-Ale przecież, co ty o tym możesz wiedzieć? Wszyscy cię kochają! Tłumy fanek, rodzina, która stoi za tobą murem, zbyt idealna dziewczyna, przyjaciele… Nigdy tego nie zrozumiesz. Nawet nie próbuj!-chyba zebrało jej się na płacz, bo nie była w stanie dalej mówić.
A jemu puściły nerwy.
-A nie zastanawiałaś się nigdy, że może to wszystko przez ciebie? Nie widzisz tego, jaka jesteś? Dziewczyno, ty jedziesz po człowieku na dzień dobry, nie chcesz go poznać, nie dajesz poznać siebie! Odpychasz od siebie każdego, kto chce do ciebie dotrzeć! Przecież to chore! Myślisz, że tego nie widzę, że wierzę w taką ciebie? Bardzo starasz się mi pokazać, jaka to ty jesteś silna i niezależna, że możesz robić co chcesz, możesz mieć czegokolwiek zapragniesz. Ale to nie jesteś ty, a to, co masz nie jest twoje. Nienawidzisz własnego ojca, ale jego pieniądze ci nie przeszkadzają! Oszukujesz nie tylko innych, ale co gorsza samą siebie. Wcale nie jest ci obojętne to, że nikogo nie obchodzisz! Przeciwnie! Ty desperacko tego pragniesz! Ale jak komuś może na tobie zależeć, skoro nikt cię tak naprawdę nie zna? Dlatego nie oskarżaj mnie o całe zło tego świata, bo nie masz do tego prawa. Ja nic ci nie zrobiłem! I wiesz, nie jest mi ciebie żal. Nie zasługujesz na to…-Andreas był wściekły i smutny zarazem. Kłamał. Było mu jej żal.
Clary natomiast przeszła od stanu, w którym była blisko płaczu do totalnej wściekłości. Ze złością i niedowierzaniem patrzyła na Wellingera.
-Wiesz, masz rację. To moja wina. Jestem słaba. Przecież to, że jedyna osoba, która naprawdę mnie kochała i która zawsze się o mnie martwiła, nie żyje! Moja wina, że pewien kretyn, któremu zaufałam, zniszczył moją wiarę w ludzi! Przecież sama się o to prosiłam! Tak samo teraz proszę, a właściwie rozkazuje ci. Zbieraj swoje rzeczy, bierz swoją idealną dziewczynę i wracaj do swojego cudownego życia. Nie chce cię nigdy więcej widzieć. Znikaj, Wellinger.-powiedziała z furią w głosie i po raz kolejny zostawiła go samego. To był ostatni raz.

Biegła korytarzem, chciała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju i rozładować całą złość. Była tak pochłonięta wyzywaniem Andreasa w swojej głowie, że nie zauważyła, iż ktoś idzie z naprzeciwka. Dlatego, gdy wpadła na tego kogoś, wybuchła. To wszystko, co miała w głowie, wszystkie te wyzwiska spłynęły na… Karla. Chłopak był bardzo zdziwiony, nie wiedział, co się dzieje. Zachowała jednak całkowity spokój. Nie przejął się tym, że okłada go pięściami. Jednak, gdy ten „atak” nie ustawał, postanowił, że musi działać. Bez słowa przyciągnął wściekłą dziewczynę do siebie i objął jak najmocniej potrafił, nie pozwalając jej się wyrwać. Zadziałało. Clary zrezygnowała z walki i bezsilnie wsparła się na skoczku. Stali tak chwilę, w zupełnej ciszy, którą zakłócały jedynie ich ciche oddechy. W końcu Karl postanowił przerwać milczenie.
-Już? Mogę cię puścić, bez obawy, że mnie zabijesz?-Spytał żartobliwie, chociaż wcale nie było mu do śmiechu. Rozluźnił swój uścisk, pozwalają Clary na wyswobodzenie się. Ale ona tego nie zrobiła.
-Karl?-Powiedziała bardzo cicho i jakby pozbawiona siły do czegokolwiek.
-Tak?
-Czy ty mnie lubisz?-Podniosła głowę, a na jej twarzy malowały się niepewność i zrezygnowanie.
Skoczek się roześmiał.
-Tak! Dlaczego o to pytasz?
-I nie jestem odpychająca?
-Ani trochę!
-A gdybym chciała zrobić sobie coś bardzo złego?
-Nic przyszłoby ci to nawet do głowy.-Powiedział dziwnie pewny siebie.
-Niby dlaczego?-Zdziwiła się.
-Dlatego!
Karl długo się nie zastanawiał. Zrobił to, co chciał w tamtej chwili zrobić. To, co było trzeba zrobić. Teraz była jego kolej, on musiał w końcu pomóc jej. Bał się tego, co powiedziała Clary i chciał sprawić, że w jej głowie nie będzie miejsca na takie myśli.
Pocałował ją.


I to jego głowa stała się w tym momencie wolna od wszystkich zmartwień.